Strona Główna Fahrenheit 451
rozmowy o książkach, muzyce, filmie i... wszystkim innym

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat

Poprzedni temat «» Następny temat
Wydawanie środków unijnych
Autor Wiadomość
Tanatos 
Dalekopis


Dołączył: 03 Gru 2010
Posty: 837
Wysłany: 2015-06-12, 00:20   Wydawanie środków unijnych

Po lekturze pewnego wywiadu ( http://wyborcza.pl/magazy...pa_rozwoju.html )
dochodzę do wniosku, że te 300 Miliardów z UE nic nie zmieni...

Marek W. Kozak - ur. w 1955 r., profesor w Centrum Europejskich Studiów Regionalnych i Lokalnych Uniwersytetu Warszawskiego. Członek Komitetu Przestrzennego Zagospodarowania Kraju PAN.

Cytat:
GRZEGORZ SROCZYŃSKI: Jak wydajemy pieniądze z Unii?

MAREK W. KOZAK: Na wszystko, co da się zrobić z betonu - drogi, chodniki, budynki, remonty. 80 procent środków idzie na wielkie budowanie.

To źle?

- W ten sposób wydajemy pieniądze na wygodę i jakość życia. Jak bogacze. A miały iść na rozwój.

Przecież infrastruktura służy rozwojowi.

- Nie służy. Czy ta ściana za panem kształci kogoś? Chodnik coś wymyśla? Nie ma naukowych dowodów na wpływ infrastruktury na rozwój, są natomiast liczne przykłady, że można budować w nieskończoność bez efektów. W oficjalnych polskich dokumentach mówi się o "infrastrukturze służącej rozwojowi", ale to zaklinanie rzeczywistości.


Cytat:
Budować infrastrukturę warto tam, gdzie jej brak stanowi barierę rozwoju, który już trwa. Autostrada Warszawa - Berlin ma sens, bo tam jest nasz rynek. Natomiast mania budowania fragmentów dróg w całej Polsce sensu nie ma. Służą one wygodzie obywateli, ale z rozwojem nie mają nic wspólnego.

Województwo warmińsko-mazurskie jest głównym pomysłodawcą budowy trasy S7 Katowice - Warszawa - Gdańsk przez Ostródę. Gdy tylko ta trasa powstanie, okaże się, że w tym samym czasie, w którym kiedyś jechało się z Warszawy do Ostródy, można dojechać nad morze. Kto się zatrzyma w Ostródzie?

Klasycznym przykładem tego nieporozumienia jest amerykańska próba reanimacji okręgu przemysłowego w Appalachach. W latach 30. zaczął podupadać, więc zbudowali autostrady. Uważali, że w górskich miejscowościach odciętych od świata pojawią się możliwości rozwoju. Skutki były niezwykle szybkie. Kto mógł, ten stamtąd wyjechał.

Kiedy powstaje autostrada, ludzie zaczynają jeździć za pracą coraz dalej, do domu wracają na weekendy, potem - tylko raz w miesiącu, aż w końcu decydują, że nie warto kursować, i wyprowadzają się z całą rodziną. Burmistrzowie biednych miast ze wschodniej Polski, którzy na międzynarodowych targach próbują zdobywać inwestorów, słyszą: "Nie inwestujemy, bo... tego... macie kiepskie drogi... ciężko dojechać".

No właśnie.

- A co by pan powiedział sympatycznemu burmistrzowi z biednego kraju? "Jesteście za biedni, za głupi i nie macie specjalistów"? Mówi się coś, co nie rani.

Powstaje droga, ale inwestorzy nadal nie przyjeżdżają. I jest zdziwienie. Bo panuje pogląd, że jeśli do rżyska dociągnąć nowoczesną drogę, kanalizację i światłowód, zrobić specjalną strefę ekonomiczną, to pojawią się inwestycje i miejsca pracy. I że atutem takich miejsc jest tania siła robocza.

Nie?

- Wystarczy obejrzeć statystyki zagranicznych inwestycji bezpośrednich w Europie. Pieniądze wcale nie płyną tam, gdzie jest tania siła robocza, bo pracownicy niewiele umieją, trzeba ich przyuczać i kontrolować. Większość inwestycji trafia do Niemiec. Co z tego, że trzeba tam płacić robotnikowi pięć razy więcej niż u nas, jeśli produkuje osiem razy więcej rzeczy dobrej jakości.


Cytat:
akujemy prawie wszystkie pieniądze w ścieżki, dróżki, budynki, odnawianie ratusza pod hasłem "turystyka", jakby turysta chciał wchodzić do ratusza, a potem mamy kłopoty po każdej unijnej perspektywie budżetowej.

Jakie kłopoty?

- Niech pan spojrzy na ten wykres, pokazuje wpływ unijnych środków na wzrost naszego PKB. To jest pierwsza perspektywa budżetowa, czyli lata 2004-06. Krzywa idzie w górę, inwestycje podkręcają gospodarkę, ale potem wszystko gwałtownie siada. Bo źródełko na rok wyschło. Sytuacja powtarza się przy budżecie w latach 2007-13. Huśtawka.

Jeśli prawie wszystko pakujemy w infrastrukturę, to potem musimy płacić za jej utrzymanie. Remontować drogi, ogrzewać te nowe budynki. Gdy strumień pieniędzy słabnie - a tak się dzieje między unijnymi budżetami - wpływ inwestycji na nasz PKB jest ujemny. Dopłacamy. Przychodzi nowa transza i znów zaczynamy budować jak szaleni.

Zamiast efektu kuli śniegowej fundujemy sobie efekt kuli u nogi.

Rządzący to wiedzą?

- Ten wykres pochodzi z najnowszej analizy zamówionej przez rząd.

Jest więcej niepokojących sygnałów. Z naszych ostatnich badań na UW wynika, że innowacyjność polskiej gospodarki po dekadzie w Unii zmalała, zamiast wzrosnąć. Trafiliśmy do grupy państw najmniej innowacyjnych razem z Rumunią i Bułgarią.


Cytat:
My nawet dokładnie nie wiemy, co moglibyśmy zacząć robić lepiej. Polskie władze nie są zainteresowane taką wiedzą. Prawie nie badają, jaki jest efekt unijnych dotacji, gdzie wpływają one na rozwój, a gdzie inwestycje są chybione. Jeżeli w ogóle władza zleca jakieś badania, to w taki sposób, aby wyszło, że wszystko idzie fantastycznie. Rząd ogłosił niedawno przetarg na zbadanie wpływu środków europejskich na całą Polskę wschodnią. Brzmi ambitnie. Tylko że przeznaczono na to kwotę, za którą można najwyżej zadzwonić do wójtów i zapytać, czy jest dobrze, a oni powiedzą, że dobrze. Albo zrobić trochę ankiet wśród ludzi związanych z wydawaniem dotacji i też wyjdzie, że w zasadzie wszystko gra. Ale nie da się za małe pieniądze zbudować poważnego zespołu badaczy, którzy objadą cały wschód, zrobią ankiety we wszystkich powiatach i obfotografują inwestycje unijne, sprawdzą, jak one ze sobą współpracują, ile dają miejsc pracy i czy przynoszą korzyść rozwojową lokalnym społecznościom.

Ze środkami unijnymi powinno być tak, że jeden stawia fabrykę, drugi kształci ludzi, a trzeci inwestuje w laboratorium, które z tą fabryką współpracuje. Musi być koordynacja.

Nie ma?

- Próbę zbadania, jak to wygląda, podjęli Dominika Wójtowicz i Tomasz Kupiec w województwach łódzkim i lubelskim. Inwestorzy korzystający z dotacji nawet nie wiedzą, że ktoś robi obok coś podobnego. Politechnika nie wie, że nieopodal powstaje fabryka sprzętu przeciwpożarowego, która korzysta z dotacji. A fabryka nie wie, że uczelnia właśnie zbudowała laboratorium materiałów ognioodpornych.

Czyli wydaliśmy sto miliardów z Unii i nie interesuje nas, jaki jest efekt?

- Interesuje nas jedno: żeby wydać. Na stronie internetowej Ministerstwa Infrastruktury pokazywany jest licznik wydanych pieniędzy. Cyfry dumnie biją. Jeżeli eksperci są proszeni przez władze o zbadanie czegokolwiek, to nie efektów inwestycji, ale tego, jakie istnieją utrudnienia w procedurach. Zdecydowana większość badań odpowiada na pytanie, co zrobić, żeby więcej gmin sięgało po pieniądze. A to akurat wiadomo: wystarczy uprościć.

A im będzie prościej, tym więcej pójdzie na myjnie bezdotykowe.

- Przede wszystkim na chodniki, ulice i beton. Oficjalnie wciąż się mówi, że trzeba osiągać cele wyznaczone w unijnych programach, że innowacje, że kapitał społeczny, ale ostateczna ocena jest taka, czy wydano te pieniądze, czy nie. I region, który wydał więcej na głowę mieszkańca albo na kilometr kwadratowy, jest nagradzany.

W Polsce panuje specyficzne rozumienie polityki spójności jako zdolności do przerobienia wszystkich środków europejskich, taka jest też presja mediów. Cały system jest na to nastawiony. I ma to swoje skutki.

Jakie?

- Naukowo to zjawisko nazywa się "zastępstwem celów". Pojęcie wprowadził amerykański socjolog Robert Merton. W dużym skrócie chodzi o to, że zamiast realizacji zadań skomplikowanych wolimy zrobić coś prostszego i się nie namęczyć. Ta teoria idealnie pasuje do funduszy unijnych, hasła są bardzo ambitne, ale potem następuje radykalne uproszczenie, zwykle w takim kierunku, żeby można było na końcu coś zbudować.

Dobrym przykładem "zastępstwa celów" jest rewitalizacja. Zgodnie z początkową definicją to miał być złożony proces prowadzący do przywrócenia na jakimś obszarze aktywności ekonomicznej i społecznej, czyli muszą być w tym wszystkim ludzie, musi być większy teren, gdzie na przykład kiedyś działała fabryka, która upadła. To nie może być jeden budynek. Tymczasem wiele projektów rewitalizacyjnych polega na prostym remoncie budynku, ulicy albo przebudowie placu. Widziałem też takie dziwactwa jak rewitalizacja parku.


Cytat:
Czy nad Polską wisi szklany sufit?

- Już w niego uderzamy. Możemy pozostać krajem, który osiąga średnie dochody, jest poza rdzeniem europejskim, w zasadzie niewiele od niego zależy. Jako mniej innowacyjny dostosowuje się do warunków na europejskim rynku i skręca cudze śrubki.

Ktoś musi skręcać śrubki. Może to nasza nisza?

- Trudno powiedzieć, żeby to była nisza. Nisza powinna być w miarę bezpieczna, a takie funkcjonowanie jest skazywaniem się na ciągłą niepewność. Jeśli Niemcom się pogorszy, u nas natychmiast pogorszy się pięć razy bardziej. To uzależnienie.

Odtrąbiono sukces 25-lecia i on rzeczywiście jest spory, nie chodzi o to, żeby wszystko kwestionować. Ale wyniki wyglądają tak różowo, bo są podawane według tzw. parytetu siły nabywczej, który uwzględnia, ile w danym kraju kosztuje chleb, mleko, prąd. W Polsce jest taniej niż w Niemczech, więc jeśli to uwzględnić, jesteśmy od nich tylko dwa razy biedniejsi. Nasz PKB na głowę mieszkańca według parytetu siły nabywczej wynosi 16 tysięcy euro, a niemiecki - 32 tysiące. Tymczasem według kursu wymiany waluty nasz wynik to zaledwie 9 tysięcy euro. Czyli dystans jest tak naprawdę ponadtrzykrotny.

Nie rozwijamy się?

- Rozwijamy. Po akcesji dochody w Polsce na głowę mieszkańca wzrosły o połowę. Dobry wynik. Kłopot polega na tym, że Polska goni peleton, który ucieka. Po dekadzie w Unii wciąż jesteśmy jednym z czterech najbiedniejszych krajów Europy.

Pod względem wielkości gospodarki w światowych rankingach znajdujemy się w okolicach 20. miejsca, ale jeśli chodzi o otwartość, innowacyjność, konkurencyjność, to tkwimy w okolicach miejsca 40. - obok Mołdawii i Rosji. Nasza gospodarka jest duża, ale nienowoczesna. Nie zmienią tego proste chodniki.
[/u]
 
 
MadMill 
Bajarz
Bucek


Pomógł: 1 raz
Wiek: 31
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 1881
Skąd: Wawa
Wysłany: 2015-06-14, 09:46   

Cały artykuł się manipulacją, że jak mamy powiedzieć że jest dobrze, ale wcale nie jest, i przez całość wywiadu udowadnianie tego, że jest tragicznie, chociaż jest tak wspaniale.

Panu profesorkowi chodzi o to, że nazewnictwo trzeba zmienić i z funduszu na rozwój zrobić fundusz na infrastrukturę i będzie super. On chyba z tego UW to nie wyszedł do 25 lat tylko patrzy w statystyki, tak jak 90% naszego narodu, dla którego jedynym oknem na świat jet telewizor...
_________________
 
 
 
Tanatos 
Dalekopis


Dołączył: 03 Gru 2010
Posty: 837
Wysłany: 2015-07-02, 16:32   

MadMill napisał/a:

Panu profesorkowi chodzi o to, że nazewnictwo trzeba zmienić i z funduszu na rozwój zrobić fundusz na infrastrukturę i będzie super.
nie wiem skąd takie wnioski wyciągasz.

istotą jest sposób wydawania gotówki zamiast iść w infrastrukturę iść w innowacje i kapitał ludzki.
 
 
MadMill 
Bajarz
Bucek


Pomógł: 1 raz
Wiek: 31
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 1881
Skąd: Wawa
Wysłany: 2015-07-02, 20:38   

A co to znaczy iść w innowacje? Dla jednych innowacją będzie stacja USS Enterprise, a dla innych kanalizacja.

A co to znaczy iść w kapitał ludzki? Dla jednych będzie to zamawianie kierunków na studiach w dziedzinie inżynierii jądrowej, a dla innych języka mandaryńskiego.

W wywiadzie pada argument że drogi ekspresowe czy autostrady zabijają małe miasta i wieś. To czemu właśnie do "wieśniaków" teraz kieruje się najwięcej kampanii marketingowych? Czemu im "wciska się" teraz dobra luksusowe?

A jak pan profesor stawia Polskę w jednym szeregu z Rosją czy Mołdawią (która ma Naddniestrze) to gratuluję osobie, która mu przyznała tytuł.
_________________
 
 
 
Tanatos 
Dalekopis


Dołączył: 03 Gru 2010
Posty: 837
Wysłany: 2015-07-02, 21:25   

MadMill napisał/a:
A co to znaczy iść w innowacje? Dla jednych innowacją będzie stacja USS Enterprise, a dla innych kanalizacja.

A co to znaczy iść w kapitał ludzki? Dla jednych będzie to zamawianie kierunków na studiach w dziedzinie inżynierii jądrowej, a dla innych języka mandaryńskiego.


Przez innowacje rozumiem:
opracowywanie technologii / produktów, które
a) są praktycznie przydatne w przemyśle / gospodarce
b) da się opatentować i czerpać zyskać z ich udostępniania

Przykłady:
1) polska technologia produkcji taniego grafenu - wiele się o tym, mówi, ale nie idzie za tym odpowiednio wysoki poziom finansowania na dalszy rozwój technologii
2) Wiosną 2013 roku w mediach ogłoszono o odkryciach dr Idy Franiak-Pietrygi z Łodzi. W trakcie prowadzonej praktyki lekarskiej odkryła ona cząsteczki, potrafiące niszczyć komórki białaczkowe. Zdobyła za to złoty medal na Międzynarodowych Targach Wynalazczości w Paryżu ("Concours Lepine", Paryż, maj 2013 r.). Istotę wynalazku pani dr stanowią dendrymery, do których mogą być "przylepiane" substancje lecznicze, zmuszające komórki białaczkowe do samozniszczenia.

Pracownicy Uniwersytetu Łódzkiego opatentowali swój wynalazek, ale muszą czekać na oferty bogatych firm, które wspomogą finansowanie niezbędnych, a kosztownych badań klinicznych.

3) Wynalazek 18-latka z Lublina, Łukasza Wysockiego. Uzyskał on roślinny ekstrakt, skuteczny w leczeniu choroby Alzheimera. Wynaleziony przez niego preparat, niszczy gromadzące się w mózgu złogi białek, chorobowo uszkadzające struktury neuronów. Środek jest stosunkowo niedrogi, miałby szanse stać się światowym przebojem rynku farmaceutycznego. Stanowić może dla naszego kraju spory ekonomiczny potencjał.

4) pomysł prof. T. Ciacha, niszczenia komórek nowotworowych przez wprowadzenie do ich wnętrza niszczących substancji, za pomocą nanocząsteczek polisacharydowych. Takie transportowanie leku zapewnia dużą skuteczność, a znacznie obniża toksyczność środka, pozwala na niezatruwanie chemioterapią całego organizmu.

Politechnika Warszawska złożyła w Polsce wniosek patentowy, jednakże, dla uzyskania faktycznej wyłączności i późniejszych korzyści, niezbędne jest uzyskanie patentu międzynarodowego. Na tak kosztowny wysiłek - polskiej uczelni już zupełnie nie stać.

Prof. T. Ciach nie rezygnuje, działa na własne ryzyko i finansuje badania z własnych środków. Jego rozwiązania stosowane są z dużym powodzeniem w Niemczech i innych krajach, a Polski na to nie stać.

Kapitał ludzki analogicznie inwestowanie w wykształcone kadry, które mogą takie innowacje tworzyć.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Link do Shoutbox

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group