Strona Główna Fahrenheit 451
rozmowy o książkach, muzyce, filmie i... wszystkim innym

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat

Poprzedni temat «» Następny temat
Larson Star Force
Autor Wiadomość
Tanatos 
Dalekopis


Dołączył: 03 Gru 2010
Posty: 829
Wysłany: 2017-11-02, 09:44   Larson Star Force



O autorze

Brian V. Larson amerykański autor science fiction i romansów paranormalnych. Jest autorem, który dotarł do publikacji drogą self publishing, wydając sam własne książki i sprzedając je na Amazonie, gdzie zdobyły sporą popularność. Jest twórcą ponad pięćdziesięciu książek wydanych w 2 milionach egzemplarzy. Jego książki regularnie zostają bestsellerami. Twierdzi, iż piszę nie to co chciałby napisać, ale tego co jego czytelnicy chcieliby przeczytać. Pisze w kilku gatunkach, ale większość jego prac to Science Fiction. Ludzie wielokrotnie pytają go o różnorodność jego twórczości. Jak sam mówi „To prawda, że ​​wielu autorów wybiera jeden gatunek lub temat i pisze o tym stale przez cały czas ich kariery. Zostałem pobłogosławiony (lub przeklęty, w zależności od tego, jak się na to patrzy) tendencją do korzystania z wielu smaków fikcji. Byłem dłużej zdolny, aby pisać w wielu smakach. Mam nadzieję, że każdy znajdzie coś, co lubi w mojej menażerii opowieści.”

Star Force

Jedną z bardziej znanych serii tego autora przetłumaczoną również na język polski jest seria Star Force. Seria ta opowiada o losach ludzkości wplątanej w międzygalaktyczną wojnę i składa się z 10 tomów z czego 6 już wydano w języku polskim.

Fabuła

Wszystko zaczyna się sztampowo od obcych porywających ludzi na swoje okręty. Główny bohater owdowiały wykładowca akademicki Kyle Riggs również zostaje uprowadzony tuż po tym jak okręt porywa i morduje jego dwójkę dzieci. Na pokładzie okazuje się, iż okręt przeprowadza na obiektach serię testów zaś „nagrodą” jest walka na śmierć i życie z aktualnym kapitanem i zostanie nowym „dowódca”. Co gorsza okazuje dowódca to określenie trochę na wyrost, gdyż bohater staje się w zasadzie więźniem okrętu, dla którego jest bardziej narzędziem niż kapitanem. Jest też zła wiadomość – obcy, którzy wysłali tą autonomiczną jednostkę, walczą z kimś o wiele groźniejszym, kimś, kto wkrótce znajdzie się w pobliżu Ziemi. Jak się okazuje nieprzyjaciel to drugi rodzaj robotów bezlitośni najeźdźcy, zabijający ludzi i niszczący miasta, chcący przejąć kontrolę nad ziemią w celu pobierania jej surowców. W ten sposób rasa ludzka, zamieszkująca galaktyczny zaścianek i dysponująca prymitywną technologią, trafia w sam środek wojny między dwoma potężnymi gatunkami obcych. Pierwsza połowa książki opowiada o próbach ujarzmienia SI okrętów zwanych nanitami oraz stworzenia sił obronnych Ziemi – Star Force. Drugą połowę powieści zajmuje wojna z robotami. Wojna, która od tego momentu stanie się przewodnim motywem całego cyklu.

Miałkie postacie i narrator

We wszystkich 6 tomach jakie już poznałem bardzo brakuje jednej rzeczy – godnych odnotowania bohaterów. Ta wszechobecna bezpłciowość, miałkość postaci jest największą wadą całego cyklu. Już w pierwszym tomie najpierw mamy zupełnie nieprzekonująco opisany ból protagonisty po stracie dzieci, potem anemiczny, nudny romans Kyle’a i Sandry, w końcu irytujący, schematyczny konflikt pomiędzy Riggsem a Crowem – w tekście mnóstwo jest wątków teoretycznie ciekawych, których potencjał zostaje zabity przez brak pomysłów na ich rozwijanie. Nawet w Zaginionej Flocie Jacka Campbella postacie drugoplanowe są ciekawsze niż u Larsona.

Jedynie główny bohater jest przedstawiony w interesujący sposób. Kluczem do sukcesu było zastosowanie pierwszoosobowej narracji, którą prowadzi. Dzięki temu czytelnik ma wrażenie, że słucha historii starszego mężczyzny, opowiadającego o swoim życiu z perspektywy czasu, ale z drugiej jednak nieraz nie można oprzeć się uczuciu, że akcja dzieje się tu i teraz, a odbiorca znajduje się w głowie protagonisty. Narracja taka ma swoje ograniczenia widzimy tylko część perspektywy, ale dzięki temu pozwala nam poznać więcej myśli i rozważań głównego bohatera. Wielokrotnie mamy do czynienia z różnymi dylematami moralnymi i koniecznością wyboru mniejszego zła. Jego droga od farmera do bohatera jest długa zaś Kyle często popełnia zdaje się szkolne błędy, a to zaufa komuś komu nie powinien a to źle zaplanuje taktykę wskutek tego zaś giną ludzie. Dzięki temu postać Kyle’a nie wydaje się być banalna. Wręcz przeciwnie, wzbudza ogromną sympatię. Niektórzy recenzenci moim zdaniem słusznie twierdzą nawet iż „Larson nie stworzył książki o kosmitach, ale o człowieku, który nagle, wbrew wolnej woli, znalazł się w samym sercu wojny z najeźdźcami. Akcja rozgrywa się w taki sposób, aby czytelnik, podążając za narratorem, mógł również samodzielnie ocenić, jak on zachowałby się w danym miejscu i sytuacji.



Dynamiczna wojna

Już w połowie 1 tomu nagle wszystko się zmienia styl Larsona staje się coraz lepszy, coraz bardziej dynamiczny, w świecie powieści zaczyna dziać się dużo więcej niż można by się spodziewać po pierwszej połowie lektury, a Riggs okazuje się przyjemniejszym towarzyszem niż jego nudny pierwowzór. Seria zaczyna zmieniać swoje oblicze z dość nudnej space opery z nudnymi postaciami przemienia się w pełną brudu opowieść o trudach walki z wielokrotnie potężniejszym przeciwnikiem. Autor dużo lepiej radzi sobie opisując sceny walki z ogromnymi maszynami Makrosów a same opisy walk w dżungli sprawiają czytelnikowi mnóstwo frajdy. Już w I tomie pisarz buduje napięcie bardzo konsekwentnie, znacznie przyspieszając aż do zaskakującej, nietypowej końcówki. W kolejnych tomach zaś akcja nie zwalnia.

Nanowojna na lądzie pod wodą i w kosmosie

Kolejne tomy serii skupiają się bardziej na aspekcie wojny z Makrosami, wojnie toczonej na ziemi, pod wodą i w pustce kosmosu. Autor świetnie zdaje sobie sprawę z własnych ograniczeń, nie radzi on sobie z bitwami (zwłaszcza kosmicznymi) w większej skali. W Star Force brak ciekawych opisów taktyki walki floty jak u Campbella czy Webera brak podchodów i zmyłek jak u Hoonsingera. Zastosowana narracja i umiejętności autora świetnie jednak się sprawdzają w opisie walki na pierwszej linii ognia, a główny bohater często prowadzi swoje siły do boju, czy będzie to próba infinitacji wrogiej fabryki, czy abordażu na obcą stacje kosmiczną.

To wszystko nie byłoby możliwe gdyby nie opanowanie nanotechnologii. Ludzkość co prawda jest jak małpy, którym ktoś dał karabin i nie potrafi zrozumieć ani powielić tej technologii, umie jednak jej skutecznie użyć. To dzięki nanotechnologii otrzymujemy nie tylko wzmocnionych żołnierzy, ale też różnorodne pojazdy poczynając od czołgów, mogących się transformować w transportery piechoty kończąc zaś na krążownikach kosmicznych czy olbrzymiej stacji bojowej. Nanotechnologia zmienia wszystko począwszy od logistyki kończąc na przeżywalności rannych.

Spiski i sojusze

Istotą fabuły jest wojna i z tym autor radzi sobie dobrze. Jednak w późniejszych tomach cyklu dochodzi też dyplomacja z obcymi gatunkami, które mogą okazać się sprzymierzeńcami. Nie mamy tu podchodów i spisków na miarę Honor Harrinton raczej konieczność podjęcia szybkich decyzji, wyboru którym gatunkom zaufać, a przed którymi się strzec. Obce gatunki mamy przedstawione dość ciekawie, choć głównie z militarnego punktu widzenia, nie dowiadujemy się wiele o ich kulturze czy społeczeństwie.

Oczywiście jak to w space operach, gdzie bohaterami są ludzie mamy też bratobójcze walki. Z biegiem czasu również ten schematyczny konflikt pomiędzy z Crowem – tchórzliwym admirałem floty zostaje rozwinięty, zaś czytelnik zastanawia się wraz z Riggsem, dlaczego problem nie został rozwiązany wcześniej. Naprawdę nie trzeba wielkiej przewidywalności by wiedzieć, iż megaloman, który ma za wiele władzy prędzej czy później stanie się problemem. Miejscami ta pewna „naiwność” Kyle i jego wiara iż ludzie nie posuną się do pewnych rzeczy w obliczu wojny o przetrwanie gatunku bywa irytująca.

Ocena serii

Ocena Star Force jest zależna od paru kwestii po pierwsze: ile czasu jesteście w stanie poświęcić, żeby poczekać na odpowiednie podkręcenie tempa opowieści. Jeśli zdołacie przetrwać pierwsze 200 stron nudnego wprowadzenia do świata przedstawionego, to dotrzecie do pełnej akcji i sprawiającej mnóstwo frajdy powieści militarnej. Drugim ważnym aspektem są bohaterowie o ile główną postać da się lubić, nawet mimo naiwności Riggsa i błędów jakie popełnia jako dowódca, to niestety poważną bolączką całej serii jest kreacja bohaterów. Postacie są schematyczne miałkie i słabo rozrysowane. Ostatnia kwestia to walki Larson radzi sobie z dynamiką i podkręcaniem tempa akcji, jednak w jego opisach brakuje polotu. Większe starcia to w dużej mierze kwestia, kto ma więcej dział i opracował bardziej nowatorskie uzbrojenie niż kto ma lepszą taktykę.

Mimo wszystko serię czytało mi się szybko przyjemnie, to dobra mniej wymagająca lektura na odprężenie.

Moje recenzje military science fiction https://solaris7.pl/tag/zaginione-opowiesci/
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Link do Shoutbox

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group